Domowy rosół

Domowy rosół

Są takie dania, które nie potrzebują reklamy. Rosół zdecydowanie do nich należy.

Niby każdy zna, niby każdy jadł, a jednak w każdym domu smakuje trochę inaczej. U jednych jest bardzo delikatny, u innych mocny i esencjonalny. Jedni gotują go na kurze, inni mieszają kilka rodzajów mięsa. Są też tacy, którzy nie wyobrażają sobie rosołu bez opalonej cebuli, lubczyku albo konkretnego rodzaju makaronu.

U mnie zasada jest prosta: dobry rosół nie potrzebuje wielu składników. Potrzebuje dobrych składników i czasu.

Dobry rosół zaczyna się od mięsa

Najważniejsza jest baza.

Można wykorzystać kurę, kurczaka, indyka, wołowinę albo połączyć kilka rodzajów mięsa. Właśnie mieszanka często daje najbardziej wyrazisty i głęboki smak.

Najlepiej, jeśli mięso ma kości i trochę tłuszczu. To one odpowiadają za charakterystyczną esencjonalność wywaru.

Na duży garnek rosołu warto przygotować około:

  • 1–1,5 kg mięsa,
  • 2 zestawy włoszyznowe,
  • 1 cebulę,
  • kilka ziaren pieprzu,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 2–3 liście laurowe,
  • sól,
  • opcjonalnie kilka ząbków czosnku oraz kawałek obranego imbiru (tą wersję lubię szczególnie zimową porą :)).

I właściwie tyle.

Bez kostek rosołowych, gotowych mieszanek i wzmacniaczy smaku.

Zimna woda i żadnego pośpiechu

Mięso wkładam do garnka i zalewam zimną wodą.

To ważne. Dzięki temu podczas powolnego podgrzewania smak mięsa stopniowo przechodzi do wywaru.

Rosół powinien być podgrzewany bardzo spokojnie. Kiedy na powierzchni zaczną pojawiać się szumowiny, można zebrać je łyżką.

Następnie dodajemy warzywa i przyprawy.

Cebulę warto przekroić na pół i mocno przypiec na suchej patelni albo bezpośrednio nad palnikiem. Dzięki temu rosół zyskuje piękny kolor i bardziej wyrazisty aromat.

Rosół powinien „mrugać”

To jedna z tych kuchennych zasad, które naprawdę mają znaczenie.

Rosół nie powinien gwałtownie bulgotać.

Ma się gotować bardzo powoli, na minimalnym ogniu. Na powierzchni powinny pojawiać się jedynie pojedyncze bąbelki.

Czyli, jak mawiały nasze babcie — rosół ma po prostu mrugać.

W zależności od rodzaju mięsa gotowanie może potrwać od około 2,5 do nawet 4 godzin.

Im wolniej, tym lepiej.

Dlaczego rosół czasem wychodzi mętny?

Najczęściej winne jest zbyt intensywne gotowanie.

Kiedy wywar mocno bulgocze, składniki mieszają się znacznie intensywniej, a rosół może stracić swoją klarowność.

Nie oznacza to oczywiście, że przestaje być dobry.

Smak jest najważniejszy.

Ale jeśli zależy nam na pięknym, złocistym i przejrzystym rosole, niewielki ogień naprawdę robi różnicę.

Co zrobić z mięsem z rosołu?

Tutaj zaczyna się najlepsza część, bo nic nie musi się zmarnować.

Ugotowane mięso można wykorzystać między innymi do:

  • farszu do pierogów,
  • krokietów,
  • pasztetu,
  • sałatki,
  • zapiekanki,
  • pasty do pieczywa,
  • potrawki.

Warzywa również mogą trafić do sałatki jarzynowej albo zostać wykorzystane do przygotowania past czy farszu, jednak u mnie już od dawna zamieniają się w zupę krem – jest przepyszna 🙂

Jeden garnek daje więc znacznie więcej niż jeden obiad.

Rosół jako baza do innych potraw

Warto ugotować go trochę więcej.

Dobry wywar można wykorzystać później jako bazę do praktycznie każdej zupy: pomidorowej, ogórkowej, kapuśniaku, krupniku czy zupy warzywnej.

Świetnie sprawdzi się również w sosach i potrawach duszonych.

Można go przechowywać kilka dni w lodówce albo podzielić na porcje i zamrozić.

Dzięki temu później mamy pod ręką własny, naturalny wywar zamiast gotowej kostki.

Z makaronem czy bez?

Tutaj nie będę rozpoczynać wojny 🙂

Klasyczny rosół z cienkim makaronem ma swój urok i trudno z tym dyskutować.

Ale można też podać go:

  • z samym mięsem i warzywami (moja wersja keto),
  • z domowymi kluseczkami,
  • z lanym ciastem,
  • z pokrojonym omletem,
  • albo po prostu jako gorący wywar do picia.

Każda wersja ma swoich zwolenników.

Najprostsze jedzenie często jest najlepsze

W rosole najbardziej lubię właśnie jego prostotę.

Nie trzeba kilkunastu egzotycznych składników.

Nie trzeba skomplikowanej techniki.

Potrzebne jest dobre mięso, kilka warzyw, przyprawy i kilka godzin spokojnego gotowania.

I nagle z tych zwyczajnych składników powstaje coś, co pachnie całym domem.

To właśnie takie potrawy najbardziej pasują do Czarnego Gara.

Proste składniki, prawdziwe jedzenie i smak, którego nie trzeba poprawiać gotową kostką.

Zimowe gotowanie bez pośpiechu: co warto mieć w spiżarni

Zimowe gotowanie bez pośpiechu: co warto mieć w spiżarni

Co warto mieć zimą w spiżarni, żeby szybko ugotować prosty, domowy obiad bez nerwów i bez biegania po sklepach.

Zimą kuchnia trochę zwalnia. Chętniej sięgamy po rzeczy rozgrzewające, sycące i proste. Garnek zupy, pieczone mięso, jajka na ciepło, domowy sos, kasza z dodatkami – to są dania, które nie potrzebują wielkich zakupów, jeśli w spiżarni mamy kilka podstawowych produktów.

U nas zimowe gotowanie zaczyna się właśnie od spiżarni. Nie od wymyślnych przepisów, ale od tego, co można wyjąć z półki, połączyć z jajkami, mięsem, warzywami albo resztkami z poprzedniego dnia i zrobić z tego coś dobrego.

Co warto mieć zawsze pod ręką?

Na pierwszym miejscu są jajka. To produkt, który ratuje śniadanie, kolację i szybki obiad. Z jajek można zrobić pastę, omlet, jajecznicę, kotlety jajeczne, zapiekankę, sos, majonez albo dodatek do sałatki. My mamy to szczęście, że świeże jajka od naszych własnych kur mamy zawsze pod ręką!

Druga rzecz to kasze, ryż i makarony. Nie trzeba mieć wszystkiego, ale dobrze mieć kilka pewniaków. Kasza gryczana pasuje do sosów i gulaszu. Ryż sprawdza się do szybkich dań jednogarnkowych. Makaron uratuje dzień, kiedy naprawdę nie ma czasu.

Trzecia grupa to kiszonki i przetwory. Ogórki kiszone, kapusta, buraczki, domowy przecier pomidorowy albo gotowy sos w słoiku potrafią zamienić najprostszy obiad w coś pełnego smaku. Zimą szczególnie docenia się takie zapasy.

Nie może zabraknąć też przypraw. Czasem to właśnie one robią całą robotę. Majeranek do zupy, czosnek do mięsa, papryka wędzona do sosu, tymianek do pieczonych warzyw, pieprz ziołowy do jajek. W dobrej spiżarni przyprawy są tak samo ważne jak mąka czy sól.

Produkty, które skracają gotowanie

Warto mieć też kilka rzeczy, które przyspieszają gotowanie. Bulion w słoiku albo zamrożony w porcjach. Suszone grzyby. Passatę pomidorową. Puszkę fasoli albo ciecierzycy. Dobrej jakości musztardę. Olej albo oliwę. Kilka rodzajów mąki. 

Z takich produktów można szybko zrobić sos, zupę, pastę do chleba albo zapiekankę. Nie trzeba codziennie zaczynać od zera.

U nas zawsze i niezawodnie sprawdza się też pesto! Gotuję makaron i nawet jeśli nie mam innych dodatków, dodaję samo pesto i mam pyszne danie.

Zimowa spiżarnia to spokój

Dobrze zaopatrzona spiżarnia nie oznacza szafek wypchanych po brzegi. Chodzi raczej o kilka sprawdzonych produktów, których naprawdę używamy. Dzięki nim gotowanie jest spokojniejsze. Mniej przypadkowych zakupów, mniej marnowania i mniej nerwów.

Zimą szczególnie lubię gotować tak, żeby jeden garnek wystarczył na więcej niż jeden posiłek. Zupa na dwa dni. Mięso, które następnego dnia trafia do sosu. Ugotowane jajka, z których można zrobić pastę. To proste rzeczy, ale właśnie one najlepiej działają w codziennej kuchni.

Na koniec warto zrobić własną listę produktów, które zawsze powinny być w domu. Nie cudzą, nie idealną, tylko swoją. Taką, która pasuje do tego, co naprawdę jemy.

Ale jaja! Zima w kurniku!

Ale jaja! Zima w kurniku!

Ale jaja! Zima przyszła do nas tej jesieni, ale w kurniku „robota” wre na szczęście pełną parą. Dzisiejszy „utarg” pomimo mrozu i dość niesprzyjających dla kurek warunków, jest jak do tej pory najwyższy. Nie mieliśmy jeszcze siedmiu całych jajek w ciągu dnia, a tu taka niespodzianka. Może to jednak prawda, że przy kogucie kury lepiej się niosą (koguta mamy od czwartku, widać zaczyna działać). Dziś kurki, poza zwykłą paszą, dostały biały serek i resztki warzyw (papryka i rukola). Jedyne czego muszę pilnować bardziej niż do tej pory to woda. W misce, w której ją mają, często zamarza, więc dolewam ciepłej i jakoś sobie radzimy. Jedynie grzebanie, jak widzę, nie sprawa im przyjemności, pewnie łapki marzną 🙁 Oby do wiosny!

Sprzątanie kurnika

Sprzątanie kurnika

Ładna pogoda sprzyja porządkom. Dziś padło na małe sprzątanie w kurniku. Od jakiegoś czasu sporo było wilgoci, więc i w kurniku i w całej wolierze na próżno było szukać czystości i miłego zapachu. Czas to ogarnąć.

Zgrabiliśmy wszystkie niedojedzone resztki z podłoża woliery i wymieniliśmy słomę w kurniku. Usunęłam też stary karton, w którym przyjechała jedna partia kur, a który zostawiłam wcześniej na wszelki wypadek (nie do końca potrafię wytłumaczyć po co, jednak teraz kury zaczęły go dziobać i chyba zjadać, więc zabrałam, żeby od tego kartony się nie pochorowały).

Dziś poza standardową paszą kurki dostały do jedzenia gotowane i roztłuczone ziemniaczki, w planie mam też pozbieranie pokrzywy, bo jeszcze co nieco na działce rośnie, ale muszę poczytać czy i jak trzeba ją przygotować.

Kurki chyba zadowolone, odwdzięczyły się dziś na razie czterema jajeczkami 🙂

Spacer po lesie

Spacer po lesie

Chociaż pogoda dziś nie rozpieszczała, a deszcz od rana lał się strumieniami, po odwiezieniu Córy do szkoły postanowiłam na chwilę zajrzeć do lasu. Tym razem kawałek od domu, piękny iglasty las z podłożem porośniętym mchem, idealny wręcz do spaceru. I jak się okazało w zasadzie tylko do spaceru i to niezbyt długiego… 

Po kilkunastu minutach byłam przemoczona do suchej nitki, a grzybków nazbierałam tyle co kot napłakał (swoją drogą ciekawe powiedzenie – w solnej chwili sprawdzę jego etymologię i na pewno się Wami podzielę, bo co jak co, ale nasz kot raczej łez nie roni…ani dużo, ani mało). Niemniej kilkanaście podgrzybków wystarczyło na nieduży słoiczek – specjalnie dla Małżonka – razem z ogonkami – takie lubi najbardziej (oglądać, a nie jeść 🙂 fanką marynowanych grzybków w naszym domu jestem w zasadzie tylko ja.

Piersi kurczaka pod pierzynką.

Piersi kurczaka pod pierzynką.

Dziś przypomnę jeden z moich ulubionych przepisów. Wykonanie z czasów, kiedy miałam jeszcze do dyspozycji piekarnik 🙂

To danie świetnie smakuje samo, ale także z dodatkiem frytek i surówki colesław. Zapraszam!

Lista zakupów:

Filety z piersi kurczaka – 4 pojedyncze

Pieczarki – 750 g

Cebula – 1 duża

Majonez – 8 łyżek

Ser żółty – 16 plasterków

Olej do smażenia

Sól, pieprz, papryka słodka wędzona

 


Dodatkowo potrzebujesz:

Patelnia

Blacha do pieczenia

Papier do pieczenia

WYKONANIE:

  1. Cebulę i pieczarki kroimy w kostkę, a następnie solimy i pieprzymy i podsmażamy na odrobinie oleju.
  2. W międzyczasie każdy z filetów przekrajamy na pół tak, aby z jednego kotleta powstały dwa cieńsze. Solimy.
  3. Przekrojone filety układamy na blasze do pieczenia wyłożonej papierem.
  4. Na każdy filet nakładamy porcję podsmażonych pieczarek z cebulą, a następnie łyżkę majonezu.
  5. Tak przygotowane filety przykrywamy plasterkami sera i posypujemy delikatnie słodką wędzoną papryką.
  6. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, na środkowy poziom, pieczemy ok. 30 minut.

Wartości odżywcze na 1 porcję:

Białko – 39,4 g

Tłuszcz – 34,6 g

Węglowodany – 3,7 g

Kcal – 478 

Danie jest odpowiednie dla diet:

  • Dieta ketogeniczna
  • Dieta LCHF (low carb high fat)